walka o stoki narciarskie

Wojna o stoki narciarskie trwa

Zamknięcie stoków narciarskich było posunięciem, które chronić miało Polaków przed trzecią falą pandemii koronawirusa. Rząd co prawda długo nie mógł się zdecydować czy ów stoki zamknąć. Finalnie jednak “przedsiębiorcy nie zdali egzaminu”, a społeczeństwo “nadwyrężyło zaufanie” rządzących. Zaufanie to tracą nawet zawodowcy, jak była wicepremier i jej rodzina.

Jeszcze w listopadzie 2020 r. nic nie wskazywało na to, że stoki narciarskie zostaną zamknięte. Rząd swoje obostrzenia kierował bowiem od początku do branży gastronomicznej, hotelarskiej czy rozrywkowej, a w przypadku stoków udało się wypracować porozumienie sanitarne z branżą narciarską i sanepidem, o czym dumnie poinformował na Twitterze minister Jarosław Gowin.

Co prawda Gowin najpierw poinformował na antenie Polsat News, że stoki narciarskie – wraz z całym sektorem turystycznym – będą zamknięte, jednak już dwa dni później po rozmowach z “branżą”, decyzja ta została zmieniona. W spotkaniu brał udział także zastępca Gowina w MRPiT Andrzej Gut-Mostowy okrzyknięty przez media “Królem Zakopanego”, prywatnie współwłaściciel jednego ze stoków narciarskich. Jak uznał jednak w rozmowie z Onetem, interesu prywatnego w szybkiej zmianie decyzji dopatrywać się nie można.

– Pełniąc obowiązki wiceministra rozwoju, nigdy nie działałem w interesie prywatnym, ale zawsze dla dobra wspólnego. Nigdy nie ingerowałem w podejmowanie decyzji o otwarciu stoków narciarskich.

Niedługo później do kwestii stoków narciarskich odniósł się także minister zdrowia Adam Niedzielski, który mówił, że “jeśli odpowiedzialność społeczna nie będzie zachowywana”, to będzie “pierwszym w radzie ministrów, który będzie rekomendował zamknięcie stoków”.

No i niestety zarekomendował. W grudniu stoki zostały ponownie zamknięte. Dlaczego? Z uwagi na nadwyrężenie rządowego zaufania przez obywateli.

Przedsiębiorcy nie zdali egzaminu

Jak bowiem argumentowała ponowne zamknięcie stoków w grudniu wiceminister Olga Semeniuk –  Stoki były otwarte, niestety właściciele tych stoków, przedsiębiorcy nie zdali egzaminu. Widzieliśmy zdjęcia, widzieliśmy nagrania. Widzieliśmy, że pomimo tego, że polski rząd pozostawił furtkę otwartą do tego, aby w sposób solidarny przestrzegać zasad i reżimu sanitarnego […] Okazało się, że jednak społeczeństwo nadwyręża tych zasad, które zostały wprowadzone, w trybie zabezpieczającym zdrowie i życie Polaków. – powiedziała wiceminister rozwoju Olga Semeniuk.

A no właśnie. Społeczeństwo nie tyle skorzystało z rządowej furtki, ile w zasadzie ją wyważyło i nadwyrężyło zaufanie rządu. Rządu ze zdjęciami i nagraniami podkreślić wypada.

Inaczej na sprawę egzaminu patrzył Sławomir Potapowicz, wiceprzewodniczący Rady Warszawy, który odnosząc się do słów wiceminister Olgi Semeniuk, napisał, że to “rząd PiS nie zdał egzaminu, więc szuka winnego”. Tym razem padło na przedsiębiorców – dodał Potapowicz na Twitterze.

Inaczej też patrzyli przedsiębiorcy – właściciele stoków, którzy opierając się na słowach rządzących, jeszcze w listopadzie naśnieżyli stoki, zatrudnili ludzi i liczyli na udany sezon. Ten zakończył się jednak mocą rozporządzenia Rady Ministrów.

Rekompensaty za naśnieżanie

Sprawa stoków, a w zasadzie ich otwierania, zamykania, ograniczania, a nawet “odśnieżania” – jak kpił internet – powracała od listopada do końca roku wielokrotnie.

Zaraz po tym, jak rząd postanowił stoki zamknąć – przedsiębiorcy dołączyli do protestujących hotelarzy, restauratorów czy właścicieli firm z szeroko rozumianej branży turystyki zimowej. Zarzucali rządowi, że ten naraził ich na koszty naśnieżania stoków. W ramach protestu niektórzy chcieli wysyłać śnieg w workach do Warszawy.

Kpiono także, że rząd zorganizuje niebawem narodowy skup śniegu, co nawiązywało do “narodowego skupu kwiatów” po lockdownie cmentarzy, który ogłosił w ostatniej chwili Mateusz Morawiecki.

facebook.com/Szczyrkowska-Izba-Gospodarcza

No i stało się. Rządzący uznali, że przedsiębiorcom za naśnieżanie rekompensaty się należą, a wsparcie dla właścicieli firm będzie i to “konkretne”, jak uznała na antenie TVP Info Iwona Michałek. W programie „Minęła 8”, Michałek podkreśliła, że „trwają intensywne rozmowy z samorządami z gór i będzie pomoc tym przedsiębiorcom, którzy rzeczywiście ponieśli koszty dotyczące naśnieżania i przygotowania stoków, a okazało się, że niestety musimy zrobić ferie na początku stycznia i młodzież tam nie pojedzie”. – powiedziała sekretarz stanu, a następnie dodała, że „będzie pomoc, nie jakaś, ale konkretna”.

Pomoc tę ogłosił później Mateusz Morawiecki w postaci “Tarczy Południowej“, o której pisaliśmy w Prime News kilkukrotnie. Co prawda premier nie wspomniał ani słowa o rekompensatach za naśnieżanie, jednak zadeklarował, że miliard złotych popłynie do samorządów z gór. No i płynąć za chwilę ma. KE wyraziła bowiem zgodę na udzielenie pomocy, a rządzący dumnie ogłosili ją w mediach.

Stoki dla zawodowców

Mimo zamknięcia furtki, o której mówiła Olga Semeniuk, rządzący postanowili zrobić lufcik, którym na stoki dostaną się zawodowcy. Ci bowiem trenować muszą, a sezon narciarski i tym samym zawody trwają w najlepsze. Jednym z zawodowców, którzy ze stoków skorzystać postanowili była na początku stycznia Jadwiga Emilewicz, do niedawna jeszcze wicepremier. Wraz z synami udała się bowiem na jeden ze stoków, aby ci mogli trenować szusowanie w trakcie ogólnopolskich ferii zimowych.

O sprawie zrobiło się głośno po artykule dziennikarza tvn24.pl Grzegorza Łakomskiego, który poinformował, że synowie Jadwigi Emilewicz korzystali z dobrodziejstw zimowych atrakcji bez licencji sportowej – wymaganej, aby korzystać ze stoku jako zawodowiec. Jak bowiem ustalił dziennikarz, na liście osób dopuszczonych do stoku znaleźli się trzej synowie wicepremier oraz ona sama – dopisana ręcznie.

– Na niej (liście – przypis red.) odnalazłem nazwiska trzech synów Jadwii Emilewicz, a także samą byłą wicepremier, która też została do tej listy odręcznie dopisana – relacjonuje Łakomiski i dodaje, że “w czasie zgrupowania synowie Emilewicz nie mieli licencji Polskiego Związku Narciarskiego, która była wymagana, aby móc korzystać ze stoku.”

Do kwestii “zawodowstwa” Pani Emilewicz i jej rodziny odniosła się wczoraj na antenie Polsat News Olga Semeniuk, która podkreśliła, że obostrzenia dotyczą wszystkich Polaków, zaznaczyła jednak, że ciężko jest jej komentować sprawę szusowania rodziny Pani Emilewicz, ponieważ jest to, jej była przełożona.

– Ja osobiście jako minister nie dopuściłabym do tego typu sytuacji. Trudno mi natomiast wchodzić w szczegóły sytuacji Pani poseł Jadwigi Emilewicz – powiedziała Semeniuk.

Wiceminister dodała jednocześnie, że wicepremier Emilewicz wydała “bardzo obszerne oświadczenie”, w którym tłumaczy sytuację”

Wygląda zatem na to, że walka o stoki trwa w najlepsze, a ich zamykanie, otwieranie, naśnieżanie, “odśnieżanie”, a także zawodowe szusowanie zostaną z nami przynajmniej do wiosny. W międzyczasie bowiem przedsiębiorcy z południa Polski – nierzadko także właściciele stoków – przygotowali akcję Góralskie Veto, która na celu ma masowe otwarcie firm zamkniętych rozporządzeniem Rady Ministrów. A to może doprowadzić do dość szybkiego pojawienia się na stokach “nie tylko zawodowców”, ale także “zawodowych rebeliantów”, którzy bez licencji wskoczą na stok.

Bądź na bieżąco! Dołącz do społeczności przedsiębiorców na Facebook lub Twitter i wspieraj nas swoją obecnością.

Czytaj także
Total
0
Reakcji