Chyba normalnie wstydziłbym się pisać tak o jakimkolwiek polskim raperze, ale Quebo to wyjątek. Bez przesady można stwierdzić o nim, że to geniusz. A nigdy wcześniej nie ujawnił tego tak, jak na swoim nowym albumie Północ / Południe. Niżej recenzja krążka z elementami analizy. Zapraszam do lektury.
Północ / Południe jako kolejny, muzyczny krok Quebonafide
Kuba „Quebonafide” Grabowski ma już całkiem długi staż w polskim rapie. Od wielu lat nagrywał solidne płyty, ale trzymał się w nich w pewnych ramach. Co prawda już na wydanym w 2020 r. Romantic Psycho, raper pozwolił sobie na pewne eksperymenty muzyczne. Sam nawijał o sobie, że przeszedł transformację „z rapera w gwiazdę pop”, choć chyba było to trochę nad wyraz. Rap z RP był rapem romantycznym, spokojnym, alternatywnym, ale jednak rapem. Może poza tą kołysanką z Ralphem Kamińskim i refrenem z Łajzy.
Nie chcę teraz nagle powiedzieć, że właśnie wydane Północ / Południe nie jest rapem, bo byłoby to kłamstwem. Sporo tam specyficznej, właśnie rapowej melorecytacji – i może to dobrze, że jednak Que nie ucieka całkowicie od swojej hip-hopowej tożsamości. Jednak jednocześnie jeszcze więcej śpiewa niż wcześniej, czasami brzmiąc bardziej jak Eugeniusz Bodo niż polski raper (ah, cudowna Trawa!). I wychodzi mu to dobrze, a osoby z otwartą głową to docenią.
Cała płyta oryginalnie była oprawą muzyczną spektaklu artysty, którego niestety nie widziałem. W każdym razie, kiedy zobaczyłem, że wyszła na Spotify to poczułem sprzeczne emocje. Z jednej strony ucieszyłem się i podekscytowałem, bo nigdy wcześniej Quebo mnie nie zawiódł. Z drugiej, pojawiła się we mnie wątpliwość – czy na pewno będzie to dobre do słuchania jako stand-alone?
Jak muzycznie broni się ta extravaganza Kuby Grabowskiego?
Album rozpoczyna Preludium, w których usłyszeć możemy m.in. syntezatory i pianino. Utwór ten buduje napięcie, szykując nas na rollercoaster, w którym będziemy za chwilę uczestniczyć. Ujawnia też wysokie ambicje Quebonafide, który współpracuje tu z twórcami takimi jak Duit, Jimek, Kuba Więcek lub Baasch. To właściwie postacie ze sceny muzyki alternatywnej, elektronicznej lub klasycznej, a nie typowi producenci rapowi. Chociaż, trzeba przyznać, Gedz i @atutowy też tam się znaleźli.
Całe wydawnictwo jest mocno eklektyczne (hehe). Mamy tu melancholijne, śpiewane numery, które mają potencjał na zostanie hitami. Mamy tragikomiczne szlagiery, które gdyby nie ich tekst, mogłyby tak naprawdę zostać uznane za pochodzące z międzywojennej Polski. Oprócz tego np. klubową Noradrenalinę czy zalatujące pop-punkiem (ale nie pop-punkowe w pełni) KC, LECZ… BEZ PRZESADY. Na pierwszym z tych kawałków pojawił się Sobel, a na drugim Chivas i ich wokale dobrze je dopełniają. Za to Mata i Oki, chociaż ich „występy” trwają łącznie chyba przez półtorej minuty, są najgorszą częścią całości i wytrącają z jej klimatu.
Mimo tego brzmieniowego misz-maszu, album jest spójny. Wszystkie utwory są utrzymane w specyficznym nastroju, łączącym radość i smutek. To też zasługa wersów Quebo.
Emocjonalna podróż przez zaburzenia afektywne dwubiegunowe
Północ i południe to prosta metafora zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, na które cierpi artysta. O nich traktuje ta płyta – chociaż mówić tak, to trochę spłaszczać jej sens. Raper ogólnie opowiada o swoim życiu psychicznym, a jego teksty mogą być zwierciadłem także dla osób niezmagających się z bi-polarem. Wiele w tym autentycznego smutku, ale uwalniany jest przez duże dawki humoru. Spójrzmy na konkretne przykłady.
Wspomniana wcześniej Trawa w zasadzie traktuje o dość przykrym zjawisku, czyli dostrzeganiu zawsze w życiach innych osób „zieleńszej trawy”. Z drugiej strony padają tam wersy o Błońskim, Dubielu i Frizie, a całość zaśpiewana jest tak teatralnie, że jednak trochę zabawnie. Jednak Trawa to pikuś przy innych tekstach, które lepiej pokazują o czym mówię.
Mocniejsze pod tym względem jest Nie życzę ci źle, które jest dedykowane byłej kobiecie Kuby. Mimo tytułu, padają tam dość niemiłe życzenia wobec niej – od zamknięcia ulubionego sklepu po bycie z toksycznym chłopakiem i udawanie orgazmów do końca życia. Po zarapowaniu, zaśpiewaniu i wykrzyczeniu wersów w tym kawałku, Quebo udaje na końcu płacz. To rozbrajający sposób na przyznanie się, że być może wersy te były pisane, gdy odczuwał on jeszcze duży żal do swojej ex-dziewczyny. Coś magicznego jest w tym teatralnym rozpłakaniu się, bo to połączenie emocjonalnej otwartości z utrzymaniem pewnego dystansu i humoru wobec całego tego miłosnego dramatu.
W ogóle to ostatnie zdanie dobrze wyraża filozofię tego projektu – Północ / Południe to droga twórcy do akceptacji swoich uczuć. O ile wszystko rozpoczyna się od Chemicznego balansu, w którym pada wiele słów o tym czego to Quebo ma dosyć, tak kończy się utworem, w którym padają takie wersy:
W mojej głowie mieszka głos
Już go ściszać nie zamierzam
Czasem słychać piękny ton
Czasem małpy na talerzach
To piękna, inspirująca afirmacja życia i wszystkich jego barw. Mnie w ogóle w całej tej podróży dziwnie nieproporcjonalnie wzruszył kawałek Czarne plaże, białe lwy. Nie jest w ogóle smutny, a wszystkie dziwne rzeczy, które są w nim wyliczane są dość zabawne. A jednak myśl przewodnia utworu, która mówi o tym, że zawsze mogą się pojawić nowe głupie rzeczy, nawet jeśli nam wydaje się, że „widzieliśmy już wszystko” sprawia, że człowiek jakoś tak bardziej docenia świat. Może banał, ale trafia w serduszko.
Parę słów nadziei na koniec
Nie lubię przesady w recenzjach i wolę krytyczne opinie, ale nie pamiętam kiedy muzyka wzruszyła mnie tak mocno jak teraz, gdy odsłuchałem pierwszy raz Północ / Południe. Mam nadzieję, że ta płyta wcale nie będzie ostatnim dziełem Quebonafide. Raperzy lubią epickie zakończenia kariery, które ogłaszają tylko po to, by za jakiś czas wrócić. Może tu będzie jeszcze tak samo. Na stronie https://polnoc-poludnie.com/ znajduje się limitowany box albumu, kosztujący 399 zł. Może tam też znajdzie się jeszcze więcej muzyki Kuby, która z czasem ujrzy światło dzienne. Oby.















































































